Darkest Night Strona Główna Darkest Night
Hello darkness, my old friend
 
FAQ :: Szukaj :: Użytkownicy :: Grupy :: Statystyki
Rejestracja :: Zaloguj :: Album :: Download




Poprzedni temat «» Następny temat
Salon
Autor Wiadomość
Anastasia


Anastasia Solovieva
24
Człowiek
Karta postaci
Informator
Korespondencja
Znajomosci
Wysłany: 2016-08-13, 20:03   
   Multikonta: Lounarie
   Mów Mi: Ana


Tak, tak oni się tu kłócili, a ona musiała siedzieć i tego słuchać. No na prawdę po jaką cholerę ją tu przytargano? Żeby oglądała szopkę rozgrywaną między wariatami pijącymi krew? Ale nie na długo ten stan rzeczy się utrzymał, wróciła do centrum zainteresowania, co niezbyt jej odpowiadało. Halo, przecież to wariaci, kto chciałby się znaleźć na ich celowniku? Siedziała tak trochę spięta i udająca, że ją niezbyt rusza to towarzystwo. Przecież nic innego nie mogła zrobić, skoro była nafaszerowana jakimś badziewiem i do tego gdyby mogła w ogóle spróbować wyjść, to zostałaby zatrzymana przez trzy osoby. Wystarczyłaby pewnie jedna osoba, żeby ją utrzymać w tym pokoju, ale ta wesoła gromadka wariatów musiała przecież jeszcze coś między sobą omówić. Coś o sprawach rodziny, jakiegoś półświatka i innych rzeczach, których nie bardzo w tym stanie rozumiała. Już samo słuchanie ich było męczące.
Pomijając to, że jej wcześniejsza wypowiedź została zignorowana, obserwowała poczynania Morozowa i nie bardzo wiedziała, co o tym myśleć. Znowu coś dosypywał do napoju? To już krew stała się zbyt mainstreamowa? Musiał coś nowego wymyślić, żeby pomęczyć biedną, naćpaną reporterkę? Przecież ona pewnie i tak jak wytrzeźwieje nic nie będzie pamiętać. A nawet jeśli będzie, to i tak nie będzie chciała tego rozpowiadać, bo nie miała ochoty na długoterminowy pobyt w miękkim pomieszczeniu bez klamek. Nie mogli jej zostawić w spokoju? I czemu to cholerne wino zaczęło musować i pienić się? To chyba nie powinno tak wyglądać, nawet jeśli naczelny wariat coś tam dorzucił. Zmrużyła lekko oczy, nie bardzo wierząc w to, co próbował jej wcisnąć Morozow. Coś jej bardzo tutaj nie pasowało, gdzieś tu był haczyk i póki nie dowie się, jakie konsekwencje będzie ze sobą niosło przyjęcie tego kieliszka chyba wolała poczekać, aż bezwładność sama jej przejdzie. O ile w ogóle sama przejdzie, bo tego też przestawała być pewna. Wszystko zaczynała poddawać w wątpliwość.
- Gdzie tu jest haczyk? - Zapytała zamiast odpowiedzieć na zadane jej pytanie, próbując przy tym uniknąć ręki Nikodima, który chciał jej poprawić kosmyk włosów. Zakręciło jej się przy tym w głowie, więc na chwilę przymknęła oczy, żeby świat przestał wirować.
_________________

Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
[Profil]
   
   Podziel się na:  
Anna Iwanow


Anna Iwanow
Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu.
310
Pokolenie IV
Niezrzeszony/a
Brak
Wampir
Karta postaci
Informator
Korespondencja
Znajomosci
Wysłany: 2016-08-14, 02:29   
   Multikonta: Brak...
   Mów Mi: Po prostu... Anna.


Chcąc niejako odpocząć od patrzenia na swojego brata, skierowała swoje nieco znużone spojrzenie na widok za oknem. Tak. Czasami zgadzała się na bycie tą wyrodną damą z swojej rodziny i wcale nie byłaby oburzona, gdyby ktoś powiedziałby to do niej wprost. Przecież nie należało się obrażać za prawdę, nie ważna jak bardzo byłaby dotkliwa. Spokojnie obserwowała kołyszące się wierzchołki drzew, zastanawiając się jednocześnie, co tak naprawdę kierowało nią, gdy podejmowała decyzję o natychmiastowym powrocie do Moskwy i pozostaniu tu na stałe. Zrobiła to - jak zwykle mieli sądzić inni - z czysto egoistycznych pobudek, czy też mogła posądzać się o cokolwiek innego? Zmarszczyła lekko czoło, zasadniczo ignorując to, w jaki sposób odezwał się do niej Nikodim. Była wyraźnie zdziwiona, kiedy nie odczuła potrzeby wytknięcia mu tego, w jaki sposób się do niej odezwał. W nieco kpiący sposób uniosła delikatnie jedną z warg, zaraz jednak pozbywając się tego wyrazu twarzy. Mógł sobie myśleć, co chciał i w zasadzie nadal miałaby poczucie, że jednak powinna mu pomóc w każdej sprawie, nawet takiej, która znacznie przekraczałaby jej kompetencje. Tyczyło się to też tego, co miał wampirzycy do zakomunikowania. Gęsty las dobrze chronił jej dom przed ciekawskimi ludźmi, którzy nie odważyli się nawet zgłębiać w jego ostępy. I dobrze. Nie zamierzała się z nikim użerać, tym bardziej, jeśli nie była w najlepszym humorze. Z resztą, ostatnio zdarzało jej się to coraz częściej. Była wielce zdziwiona, kiedy wstając dzisiaj nie musiała narzekać z poirytowaniem na to, że nie musi oddychać. Słońce jeszcze przez kilka, kilkanaście długich godzin nie będzie miało najmniejszej odwagi wychylić się zza linię horyzontu. Cieszyła się z tego. Miała nadzieję, że to wystarczająco dużo czasu, aby... w spokojny sposób wszystko wyjaśnić. Prawie odruchowo zaczęła przekładać smukłą nóżkę kieliszka między swoimi palcami, kątem oka spoglądając na rozgrywającą się scenę.
Los przytarganej tutaj dziewczyny był jej w pewien sposób obojętny. Mało się nie przejmowała, ale... dziennikarka? Morozow naprawdę miał szczęście. Nie mógł tutaj przywlec kogoś bardziej anonimowego? Chociaż wątpiła, aby po tym wszystkim wróciła do swojego normalnego trybu życia. Dopiero kiedy jej brat postanowił podjąć konkretne działania, skierowała swój rozbawiony wzrok na kobietę, spoglądając prosto w te brązowe tęczówki. Zmuszała ją do tego, przez dłuższy czas nie zamierzając odpuścić. Na twarzy Anny nadal igrał bezczelny uśmieszek, który mówił tej kobiecie o jakże beznadziejnej sytuacji, w której się znalazła.
[Profil]
 
   Podziel się na:  
Nikodim Rasputin


Nikodim Morozow
Nie przewrócę się, nawet się kurwa nie potknę.
220
Pokolenie IV
Rasputin
Naczelny dupek
Wampir
Karta postaci
Informator
Korespondencja
Znajomosci
Wysłany: 2016-08-19, 09:41   
   Multikonta: Squillante


Czasami myśli same go nawiedzały, przychodziły, żądając atencji. Nigdy nie prosiły, nigdy nie czekały grzecznie w kolejce - zawsze wpychały się z butami do jego głowy, nie dając mu spokojnie żyć. Nie dając zamienić się w normalnego, niekrwiożerczego wampira. Bo myśli przypominały. Dawały znać, że Nikodim urodził się po to, by być rosyjskim skurwysynem. Mówiły mu: „Hej, stara spierdolino, rusz wreszcie swój leniwy tyłek i zrób coś pożytecznego”. Słowa te odbijały się echem w jego każdym działaniu; popychały do zrobienia czegoś, co normalnie nawet nie przeszłoby przez te ostro wstrząśnięte myśli Morozowa. Tym razem nie było inaczej - one znowu się pojawiły, żądając od niego, żeby zrobił coś z Anastasją. Żądały, by wreszcie zawładnął nad Anną. I do cholery jasnej, musiał to zrobić!
Bo tak było lepiej.
- Nie ma. - Wzruszył ramionami, siadając po drugiej stronie reporterki. Po lewej wciąż siedział Alaude, jednak teraz pełniąc funkcję maskotki - wodził błędnym wzrokiem po reszcie, jakby do końca nie wiedząc, jak do jasnej cholery się tutaj znalazł. - Wypij to, poczujesz się lepiej, a ja będę mógł cię odwieźć do domu - dodał, jakby pierwsze zapewnienie nie pomogło. Szczerość Morozowa nieraz dołowała ludzi, którzy doszukiwali się kłamu w każdym jego słowie. To wytrącało ich z równowagi, odbierało pałeczkę przewagi, którą chełpili się na wszystkie strony.
Założył nogę na nogę, odrywając wzrok od reporterki, nadając mu nowego kursu. Anna była niezwykła; próbowała, naprawdę próbowała pokazać wszystkim, że nie jest słaba. Może jej się to udawało, Nikodim próbował w to wierzyć. Jednak dla niego każda istota była słaba, niegodna dłuższej, jeśli próbowała ukryć własne jestestwo i dopasować się do tłumu. A jego siostra tak właśnie robiła - ciągle próbowała doczepić się do zepsutego wozu Rasputinów, choć mogłaby nadać mu sens istnienia, nowy cel jazdy. Niestety, ona była kobietą.
One nigdy nie myślały przyszłościowo.
- Ostatnio tak sobie myślałem i… wiecie co? - zwrócił się do towarzyszy, sprawiając, że jego język stał się lekki, zakrwawiający o grubiaństwo. - Tęsknię za wolnością. Raduję się na wieść o jej ułudzie, jednak kiedy mam już złapać tą prawdziwą, czuję tylko jej lekki zefirek. Coś tak ulotnego i nieuchwytnego, że nie mającego prawa istnieć na tym świecie. A jednak istniejącego. Tak samo, jak ja, jak Anna. Jak reszta Dzieci Nocy.
Przerwał monolog, pozwalając, by słowa wsiąknęły w słuchaczy, wywierając właściwi efekt. A jaki on był? Cóż - to już była kwestia dyskusyjna. Mogli uznać go za starego, zgrzybiałego dziada w ciele dwudziestoparolatka, mając przy tym rację. Mogli również przemyśleć jego nagłe i na pewno - niespodziane słowa. - Jednak… jednak nie ma czasu na próżne smęty! - Klasnął w dłonie, a cień smutnych bobrów, który jeszcze przed chwilą mignął w ślepiach Morozowa, znowu został zastąpiony nieprzebytym oceanem zieleni. - Anastasja, wypij to. Wtedy pokażę ci coś… interesującego. Umowa stoi? - zapytał się, ukazując jej dwa kiełki, które - wręcz samodzielnie - wysunęły się na pełną długość. Tak czasami miały. Nieposłuszne, barbarzyńskie.
[Profil]
   
   Podziel się na:  
Anastasia


Anastasia Solovieva
24
Człowiek
Karta postaci
Informator
Korespondencja
Znajomosci
Wysłany: 2016-08-22, 22:03   
   Multikonta: Lounarie
   Mów Mi: Ana


Nie wierzyła Morozowowi, że nie ma haczyka. To nie miałoby sensu. najpierw ją porwał i otruł, żeby teraz dać jej odtrutkę i wypuścić? To się nie trzymało kupy. Może i nie wyglądał tak, jakby kłamał, ale przecież może też nie mówić całej prawdy. Tak na prawdę, to cholera go wie, co on tam knuje. Nie miała teraz siły, żeby to roztrząsać i tak była przyparta do muru. Nie miała zbytnio wyboru. Wyjść nie da rady, nie w tym stanie. Albo zaryzykuje i wypije to, co jej Morozow podaje, albo on ją do tego zmusi, ewentualnie jak przystało na świra odwali coś jeszcze innego, co jej pewnie jeszcze bardziej się nie spodoba. I tak źle i tak nie dobrze. Siedziała tak koło Nikodima i wahała się. Wypić to coś, czy nie? Ryzykować wypicie tego paskudztwa, w którym jest nie wiadomo co, czy ryzykować dalsze irytowanie świra, który nie wiadomo co zrobi, jeśli odmówi? Morozow w tym czasie dalej coś paplał, nie słuchała go, wolała zastanowić się co dalej począć z tym fantem. Wypije tą miksturę i co? Najwyżej ją otruje jeszcze mocniej i umrze, zawsze pozostaje też opcja przewlekłej choroby, w końcu była w tym czymś krew, a przez krew idzie się zarazić różnymi paskudztwami. A jeśli nie wypiłaby tego to nie wiadomo co ten świr by wymyślił. Wolała jednak zaryzykować. Po coś ją tu ściągnął i wątpiła, żeby chciał ją tak po porostu otruć i mieć problem z głowy. Co prawda mógł być psychopatą, ale wtedy prędzej pociachałby ją żywcem na kawałki, miał już na to masę czasu. Z zamyślenia wyrwało ją klaśnięcie Morozowa. Spojrzała na niego. Była zmęczona, nie miała na nic siły i ogólnie miała dosyć tej nocy. Nie chciała nawet oglądać nic interesującego. Chwyciła ten przeklęty kieliszek i zanim zanurzyła swoje usta w winie z nieznany specyfikiem powiedziała jeszcze.
- Nie chcę nic więcej oglądać. Jak wypiję to coś, odwieź mnie po prostu do domu. - Nawet jej nie wystraszyły te kły, tak miała już dosyć wszystkiego, chciała tylko mieć już za sobą tą noc. Chciała zamknąć się w domu, w towarzystwie Mono. Przechyliła kieliszek i powoli, żeby się nie zakrztusić wypiła wszystko. Wino pomieszane ze słodyczą wypełniło jej usta. Myślała, że będzie gorzej smakować, a w sumie nie było to takie złe.
_________________

Ain't it good to be on your own?
Ain't it fun you can't count on no one?
Ain't it fun?
Living in the real world…
[Profil]
   
   Podziel się na:  
Anna Iwanow


Anna Iwanow
Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu.
310
Pokolenie IV
Niezrzeszony/a
Brak
Wampir
Karta postaci
Informator
Korespondencja
Znajomosci
Wysłany: 2016-08-23, 13:37   
   Multikonta: Brak...
   Mów Mi: Po prostu... Anna.


Spoglądała na rozgrywającą się scenę z stoickim spokojem. Zadawała sobie jedynie pytanie, na ile pozwoli sobie jej brat. Sama... Nie. Zacisnęła usta, spoglądając na panoromę lasu rozciągającego się za oknem. Nadal stała w tym samym miejscu, zastanawiając się, co takiego mogło spodowodować, aby jednak osiedliła się tutaj na stałe. Z nikłym uśmieszkiem obserowała uważnie całe otoczenie, zaczynając bawić się nóżką od kieliszka, przez co woń zmieszanej krwi z winem ciągle docierała do jej czułych nozdrzy. Upiła łyk, jak na razie nie mając nic lepszego do roboty, jak obserwować każdy ruch Morozowa. Od momentu, w którym ujrzała go po raz pierwszy u boku ich ojca czuła, jak powoli zamienia się w jedną zagadkę. Czasami potrafił udowodnić, że nie chciałaby jej rozwiązać, mimo wielkich pokus. Intrygował ją ten szczególny sposób wyrachowania. Ceniła u niego właśnie to bardziej niż cokolwiek innego. Bardzo się cieszyła, kiedy obserwując go spoza kurtyny mogła stwierdzić, że nie zmienił się wcale, a jeszcze to pogłębił. Uśmiech igrał na twarzy wampirzycy. Nie zamierzała mówić mu o tym, jak często się mijali, a on nie raczył o tym wiedzieć. Patrzyła na jego poczynania, utwierdzając się w przekonaniu, że jednak nie musi się martwić, bo zostawiła całą sprawę w dłoniach tego osobnika. Spojrzała na niego kątem oka, próbując ukryć ten charakterystyczny błysk, chociaż zapewne na niewiele się to zdało.
Z pewną dozą rezerwy spojrzała na swoją sylwetkę, dość krytycznym wzrokiem oceniając założoną suknię. Może faktycznie po tym, jak zdołała się przebudzić i gnana impulsem założyła właśnie ją? Z resztą, nie różniła się ona wiele od innych ubrań znajdujących się w jej garderobie. Ciemne tonacje całkowicie wykluczały możliwość pojawienia się jasnych akcentów, które w pewien sposób uzupełniła wystrojem nawet tego salonu. Drgnęła nieznacznie, kiedy do jej umysłu po raz kolejny od kilkunastu minut wtargnął głos Nikodima zapewniający o tym, że reporterka po wypiciu danego specyfiku może poczuć się lepiej. Aprobowała to, aczkolwiek nie wyraziła swoje zdania wyrazić na głos. Nie doszukiwała się w jego słowach kłamstwa czy też prawdy. Na pewno było jej obojętne to, co miało się wydarzyć z tą kobietą po zakończeniu tego spotkania. Równie dobrze mogłaby nie wrócić do domu... I to jednakże wydawało się najbardziej trafnym rozwiązaniem. Bez problemu wyczuła na swoich plecach wzrok wampira, nie potrafiąc nie zastanawiać się, jakie właśnie myśli przewijają się przez jego głową. Odwróciła się powoli, nieśpiesznie, całkowicie ignorując zaistniałe fakty. Uśmiechnęła się nieznacznie, a w środku niej powoli zaczynała kiełkować ciekawość, którą mógł zaspokoić tylko on, ponieważ wiedział coś, o czym nie wiedziała ona.
Odruchowo wsłuchała się w jego myśl, którą postanowił znacznie rozwinąć. Nie wiedziała, od jak dawna pielęgnował ją w sobie, ale nigdy wcześniej nie słyszała czegoś podobnego z jego ust. Cóż, w końcu musi być ten pierwszy raz i nastąpił on dokładnie dzisiaj. Kiedy skończył, w geście zwyczajnej aprobaty uniosła kieliszek, jakby do toastu, po lekkim wahaniu upijając kolejny łyk.
[Profil]
 
   Podziel się na:  
Nikodim Rasputin


Nikodim Morozow
Nie przewrócę się, nawet się kurwa nie potknę.
220
Pokolenie IV
Rasputin
Naczelny dupek
Wampir
Karta postaci
Informator
Korespondencja
Znajomosci
Wysłany: 2016-08-31, 23:11   
   Multikonta: Squillante


Nikodim był zadowolony.
Z oczekiwaniem w oczach patrzył, kiedy Anstasja, niezdarnie bo niezdarnie, podnosiła kielich do ust, by po chwili upić z niego napój pochodząc wprost spod rąk Morozowa - najznamienitszego alchemika dwudziestego pierwszego wieku.
- Doskonale, jeszcze kiedyś to docenisz.
Uśmiech spełzał mu z twarzy powoli, najpierw niepewnie stawiając jedną nogę ku wyjściu, by nagle - zupełnie bez ostrzeżenia - zniknąć w odmętach nieprzeniknionej zmarzliny będącej wyrazem zamyślenia u Morozowa. Jednak tamten nie odpłynął, nie myślał. Po prostu szukał kogoś, kogo czuł już od dłuższego czasu w sobie. Przecież obiecał niespodziankę, a on zawsze dotrzymywał słowa!
Wstał z sofy, odbierając kielich od ludzkiej kobiety. Postawił go na najbliższej szafce, wciąż nie spoglądając na Annę. Po prostu zaczął stać na samym środku, głośno oddychając.
Trwało to minutę, może nawet mniej. Dopiero wtedy Nikodim znalazł; wyglądało to zupełnie tak, jakby ocknął się z drzemki. Nagle zamyślenie znowu spłynęło z jego lica, a skupienie przejęło pałeczkę dowodzenia.
Bo Morozow zawsze dotrzymywał słowa.
Zaczęło się niewinnie: oczy, ze spokojnej, szmaragdowej zieleni zamieniły się w ciemny brąz. Tęczówki powiększyły się, a białko ustąpiło, dając miejsce kocim oczom. Była to chwila, zaledwie ułamek sekundy. Mrugnięcie oka i Nikodima nie było. Na jego miejscu stało ogromne, wręcz kolosalnych rozmiarów zwierzę. Kocur - bo inaczej go nie można było nazwać - na czterech łapach dorównywał małemu człowiekowi, długością ustępując tylko największym tygrysom. Umięśniona klata zaczęła wibrować, kiedy z pyska zwierzęcia wydobył się ostrzegawczy syk. Zupełnie jakby ktoś zapomniał zdjąć czajnik z palnika, pozwalając by nieprzyjemny dźwięk objął swoim działaniem cały dom. Jednak nie to było najgorsze; w brązowych oczach, jeszcze na początku mających cząstkę Morozowa, nie zostało nic. Tylko strach i dzika żądza wyrwania się z tego więzienia, w którym jeszcze chwilę temu czuł się bezpieczny.
Gepard cofnął się do tyłu, ogonem przewracając taki siaki owaki wazon. Uszy od razu wystrzeliły mu do góry, a dźwięk, tym razem przypominający ćwierkanie ptaka, ostrzegał po raz ostatni.
Zwierzę chciało się wydostać.
[Profil]
   
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






smartDark Style by Smartor modified by DuDeStudio.pl - SITEMAP - recenzje mang
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group